bogini spotkała boga na swojej drodze. To właściwie nie była droga, tylko ruch
dłoni. Na początku nie dotknęli się ciałami, wtedy jeszcze nie mieli ciał.
Każde z nich mówiło innym językiem i chwilę wsłuchiwali się w brzmienia, zanim
dźwięki nabrały znaczeń. Potem znaczenia rozpuściły się w oddechu. Wdech spływał
do ziemi, wydech podnosił niebo do góry. Oddychały drzewa, ludzie, kamienie, kwiaty i
wszystkie istoty. Dopiero oddech nadawał im imiona. Imię z oddechu. Słowo „wiatr”.
Słowo „ciepło”. Słowo „jestem”. Świat stawał się. Kiedy oddech bogini spotykał
się z oddechem boga, pojawiało się światło. Wyrastały z niego wszystkie słowa,
widzialne i niewidzialne. Było też słowo „śmierć” i ono nie było ostatnie.
przychodzę do ciebie
tak jak się przychodzi
do drzewa
pytam czy wolno
mi dotknąć
nasłuchuję
szeptu liści
sięgam
miękką dłonią
po twoje szorstkie
ciało
kora drapie policzek
oddycham