Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywioły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywioły. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 grudnia 2011

Laura i wiatr

Najpierw przeszła przez zimny strumień, a może to raczej strumień przeszedł przez nią. Wzdłuż zimnego nurtu, głową w stronę źródła, na płytkim piaszczystym dnie, obmywana rwącym potokiem, długo leżała. Woda czysta jak oddech, sięgający stóp.
Potem wyszła na brzeg, rozpaliła ogień, usiadła na ziemi i patrzyła w płomienie, które łapczywie obejmowały drewno. Iskry. Zapach dymu. Sama, bez słowa. Słońce opadało coraz niżej. Zobaczyła górującą ponad drzewami jasną skałę i wspięła się na nią. Stanęła mocno, spokojnie. Poczuła ciepło i wiatr na twarzy. Podniebny ruch powietrza uderzał w skórę. Włosy jak żagle. Patrzyła w kierunku zachodnim tak jakby nic tam nie było, a jednocześnie było wszystko. Niebo poczerwieniało. Wiatr nie ustawał. Ona w górze, nieruchomo, piękna.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

żywioł (Woda)

Brzeg opada stromo. Wygląda jak przepaść, ale w dole jasny piasek i ocean. Cisza. Wysoko na trawiastej półce siedzi nieruchoma postać zwrócona twarzą w stronę wody, oddycha, patrzy. I więcej nie ma już nic. Tak trwa.
Z czasu wyłania się dźwięk, szum. W oddali ruch. To płynie wielkie cielsko wieloryba. Laura wie o tym, zanim jeszcze nadejdzie pierwszy brzask. Słońce wydobywa z ciemności znany już obraz. Nie od razu schodzi skalistą ścieżką. Potrzebuje wynurzyć się z zastygłej wszechogarniającej formy, w której fale przychodzą i odchodzą z taką lekkością, jakby nic nie znaczyły. Wstała. Stopy muskają trawę, wbijają się w kamienie, przesypują piasek, wreszcie spotykają wodę. Zagarnia ją. Ciało doświadcza bycia i dotknięcia. Odrywa stopy. Zanurza się. Długie włosy falują, rybi tułów miękko i rytmicznie przebija się naprzód. Już nie ma wewnątrz i zewnątrz, tam i tu. Jest ocean.
Słychać szum, wzmaga się, coraz bliżej. Rozpoznaje, że to wodospad. Ta myśl przywołuje ukłucie w sercu. Silny strumień bierze i to, i wszystko inne. Od głowy przez serce i brzuch, w dół, z łoskotem. Puść. Potem jeszcze drżenie nóg. Stopy mogą stać. Tak po prostu. Można ani płynąć, ani iść, ani chcieć, ani nie chcieć. Można być.
Laura jest. Jest też zatoka, ocean, jest mrowienie w łydkach. Iść. To jest miejsce, z którego można wyruszyć. Dokądkolwiek się zechce. Dokądkolwiek.

jaskinia (Ziemia)

Laura wybiera się w głąb ziemi. Szuka wejścia po północnej stronie góry. Gęste zarośla hamują ruchy, gałęzie wplatają się we włosy, w ramiona. Wokół ciemnieje. Nie słychać już ptaków, tylko nierówny oddech, jeszcze trzaśnie przygnieciony patyk. Stopy słyszą ciepły rytm. Księżyca nie ma. W końcu dłonie odnajdują krawędzie szczeliny. Ciało przechodzi na drugą stronę, ledwie się mieści, drapią je skały. Korytarz poszerza się, łagodnie wiedzie w dół. Wzrok poddaje się. Czas powoli przestaje wiedzieć kim jest. Odpadają nici, które łączyły z tym, co na powierzchni. Ręce robią się coraz lżejsze, płyną. Skaliste granice wyznaczają przestrzeń w rodzącym się tańcu. Palce spotykają włosy, brzuch, wreszcie zimną skałę. To co miękkie i to co twarde, zaistniało. Światło uwagi rozprasza mrok. Trzeba tu być, po prostu, w ruchu, bez końca. Kiedyś nadejdzie zmęczenie i samo dno ziemi przyjmie ciężar. Z daleka dobiega szmer podziemnej wody, kołysze.