Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atlas ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atlas ciała. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2015

podróże z ciałem

przychodzisz i
mówisz
chcę mieszkać
w tobie

patrzę
w przestrzeń
tu

pod żebrami
w lędźwiach
we wnętrzach
dłoni

w tym miękkim
ziemskim
kosmosie

jako ludzka istota
najcieńszą skórę mam na powiece
najgrubszą na pięcie

nie wiem
które
wejście

jest

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

kot

myślę o kocie
którego wyjęłam
z lodówki
we śnie

on
w tym śnie drżał
potem sobie poszedł

przypominam sen
łamię linie słów

dotyk
to takie proste

być w ciele
przeciągać się
wygrzewać na słońcu
sierść

otworzyć drzwi
karmić się
ciepłem

miękko spadać
na ziemię
wszystkimi łapami

piątek, 19 lipca 2013

Laura i brama

Laura leży w ciszy, sama na łóżku wielkim jak plaża. Jest ciepło. Okna otwarte, wiatr owiewa skórę. Dłonie błądzą bezwiednie, snują się w rytm myśli.  To zapalają się, to gasną, miękko.

Chwila wykradziona światu, który potrzebuje uzasadnienia dla tego, żeby istnieć, działać.

W pokoju pachnie kawą, kobietą, snem.

We śnie zapach mężczyzny, podchodzi coraz bliżej. Ten sen jest ze słów. Ona już wie, że potrafi ich dotknąć.

Od słowa do ciała jest kilka kroków, stopami po ziemi.

Dotyka stopą stopy. Skóra szorstka i gładka, ich spotkanie, prawej z lewą.

Mężczyzna ze snu, na jego brzuchu świeży owoc wiśni. Kropla soku powoli wsiąka. Usta Laury jeszcze nie czerwienią. Nie dotykają. Zapach jest słowem.

Usta rozchylone, otwierają się i zamykają. Słowa otwierają i zamykają drogę, stopami po ziemi.

Ona wie, że tam, z kolejnym krokiem, zaczyna się przestrzeń, w której oddech przyspiesza, porywa ludzkie istnienia. Zawrót głowy, utrata zmysłów, koniec słów. Początek wszystkiego. Chwila, która zna bramę, wejście, ale nie zna całej reszty. Tam w konarach wysoko szeleszczą liście. Ożywają, karmią zielenią błękit.

To mogłoby się wydarzyć. Mogłoby być.

Spłoniesz. Nie masz innej drogi przed sobą.

Żeby mogło wyrosnąć to drzewo, ogień musi spalić wszystko, odsłonić ziemię. Zmieść z jej powierzchni stare mury strachu.

Laura budzi się. Pod palcami pień, twarde zmarszczki kory. I mocne ramię pod zagłębieniem szyi.

czwartek, 4 kwietnia 2013

w głąb



zrzucam skórę
wpełzam w głąb ziemi
nocą naga
wiem o słońcu
że jest

kamień pode mną
rozgrzany
drży
kruszy się

słyszę

niedziela, 31 marca 2013

las

twoje serce
porasta las
idę przez niego
boso po mchu

słyszę szelest
oddechu

siadam oparta
o pień drzewa
wyczesuję
igły i liście
wplątane
we mnie
w ciebie

kruszą się
pod palcami

po wschodniej stronie
niebo jaśnieje

sobota, 30 marca 2013

przedwiośnie

zbieram resztki zimy
lepię z nich kulę

ciepłem ciała przemieniam
śnieg w wodę
wodę w deszcz

dłonie przemieniają się
w dłonie

piątek, 14 grudnia 2012

droga

Jak podejść blisko, do siebie, do ciebie. Do ciebie istniejącego i do ciebie stworzonego. Bo przecież stwarzam. Nieustająco stwarzam i aż kawa mi stygnie od tego stwarzania. A ciebie jak nie było, tak nie ma. Przestrzeń opustoszała, dotykam gładkich jej ścian, falują. I skóry dotykam, żeby bardziej istnieć w tym świetlistym świecie.

Powierzchnia wody ucichła już po wszystkich sztormach, unosi mnie, miękko. Jestem. Kołyszę się, wiem już, że mogę płynąć sama tam dokąd zechcę. Tylko róża wiatrów wciąż nie rozkwita w ten zimowy czas. Wiatr maluje zmarszczki dookoła. W każdym kierunku ten sam horyzont. Rozglądam się, zamykam oczy, znowu się rozglądam. W ciemności rysuje się droga jak sen. Droga do miejsca, które zna ktoś, kim byłam wtedy, kiedy nie pamiętam. Rytm, kroki po spirali.

Na języku dobra gorycz kawy. Spotykam cynamonowy zapach. Wypijam ostatni łyk i widzę siebie na dnie czarnego kubka. Uśmiecham się. Otwieram oczy.

wtorek, 28 lutego 2012

jak przebudzenie

mam dwie dłonie
mogę trzymać się za rękę

lewa jest czuła
miękko głaszcze
prawą to wzrusza
ale nie oddaje dotyku
ta prawa kiedyś
umarła niestety
to się czuje

wtorek, 31 stycznia 2012

jak sen

Jaskinia w bieli. Bez ścian, bez skał, jak z mgły. Nic w niej, tylko ta biel. I ona, Laura, siedzi. Nie ma tu żadnych cieni, bo nie ma tu żadnych świateł; ani wejścia, ani wyjścia, ani nikogo, kto widzi. Jest Laura, od zawsze do teraz. Śni swoje życie. Ona dziewczynka. Ona kobieta. Siedzi.
Nic się nie porusza. Nie czuć upływu czasu. Bo nie płynie. Nie rozwiewa.

Dopiero ten dźwięk, jak szelest skrzydeł. Łopocą u szczytów płuc. Tam jest ciepły ciężar. Tam leżą czyjeś dłonie, ciężkie jak los. Nieruchome. To są dłonie mężczyzny, który nie był ojcem. Ale też był nim. Gdyby zabrać oparcie dla dłoni, on by upadł. Ten ciężar to cena za jego życie. To zbyt wiele.

Życie za życie, dawno, daleko stąd. Ale nie za górami i za lasami. Naprawdę.

Tamten świat umarł. Umarł mężczyzna. A ona wciąż siedzi i ratuje życie. Bo tak zapamiętała. Szczytami płuc, na wdechu, w bieli.
Zamiast żyć, śni. Śni, że ratuje. I przybywają z dalekich stron jeźdźcy na kruczoczarnych rumakach, a ona ratuje jeszcze jedno życie. Śniąc śnieżną biel. I będą przyjeżdżać, dopóki się nie obudzi.

Dopóki nie rozpali ognia gniewu i nie odrzuci dłoni ciężkich, ukochanych.
Dopóki nie odnajdzie mężczyzny, którym jest ona sama. Tak silnego, że może stać na własnych nogach. Mocnego jak skała. Jasnego jak wiatr. Pełnego jak Słońce.

środa, 4 stycznia 2012

[przychodzę]

przychodzę do ciebie
tak jak się przychodzi
do drzewa
pytam czy wolno
mi dotknąć
nasłuchuję
szeptu liści
sięgam
miękką dłonią
po twoje szorstkie
ciało
kora drapie policzek
oddycham

poniedziałek, 26 grudnia 2011

mały kosmos

Obudził się dzień w jednym ze światów. Sny pozostają po stronie mroku, płyną pod skórą, w czerwieni. Niebo nabiera ciała księżycowego.
Laura patrzy na dłonie, odczytuje z nich ślady podróży. Zatacza kolejny krąg, w niezmiennym rytmie, wraca do znanych już miejsc, gdzie tyle jeszcze zostało do odkrycia. Wciera w ciało ciepłą ziemię.
Jaskinia zapada się głębiej, obejmuje całą kobietę, zabiera jej myśli. Bezpieczna ciemność, zasłona dla przebłysków nowego. Tego, co musi nauczyć się cierpliwości, bo teraz jest czas czekania.
Daleko, wysoko, u szczytu góry, cienka skorupa oddziela samo istnienie od ruchu. Tu cielista jama, tam gwiazdy rozpędzone.
A jedno przegląda się w drugim.

ciało

Laura siedzi w fotelu zalanym słońcem, ma przymknięte oczy. Dziecko stoi obok na parapecie, ogląda świat, ma oczy otwarte. Krzyczy: mamo! zobacz jak ten konik wszedł na drugiego, ale to śmieszne, mamo widzisz? mama widzi.

Powiał wiatr, poruszyła się firanka, pachnie łąka, dziecko pobiegło dokądś boso.

Laura siedzi w fotelu, myśli o zwierzętach i ludziach. I chciałaby wiedzieć, kim jest teraz, kiedy jej dłonie są zaledwie pamięcią dotyku. Kiedy jej oddech sięga głęboko. Kiedy jej umysł wie, że wszystko jest święte.

czwartek, 22 grudnia 2011

gdzie mam kobietę

Już dawno temu, wtedy dwu i pół letni syn zapytał, gdzie mam fiutka. Kiedy powiedziałam, że mam cipkę i nie mam fiutka, bo jestem kobietą, zapytał, gdzie mam kobietę.
Polubiłam to pytanie, na które wtedy odpowiedziałam uśmiechem.


Woda wlewa się do wanny i pachnie. Dotykam ciała, jakbym nigdy wcześniej tego nie robiła. Woda zmywa to, czego mi nie potrzeba. To ceremonia, uświęcenie.

...
Wchodzę do oceanu, bez żadnego okrycia i bez niczyjego spojrzenia. Woda wpływa w ciało. Jej dotyk nie jest dotykiem mężczyzny ani kobiety. Stopa naciska kamyk. Fale uderzają w skórę. Woda nie stara się wyróżnić żadnej części ciała. Nie ma tych, które lubi bardziej i tych, które podobają jej się mniej. Dotyka bez patrzenia, bez oceny, bez ustanku. Przypływ i odpływ, rozmiękczanie, sól szczypie ponad powierzchnią. Nie ma dziś księżyca, nie pamiętam, co się z nim dzieje. Chmury cicho się toczą po ciemnym niebie. W oddali coś błyska, coś czego jeszcze nie słychać, jak nasiona burzy.
Kładę się na plecach, włosy opadają do dna. Kołyszę się i czekam na deszcz.