Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 grudnia 2012

droga

Jak podejść blisko, do siebie, do ciebie. Do ciebie istniejącego i do ciebie stworzonego. Bo przecież stwarzam. Nieustająco stwarzam i aż kawa mi stygnie od tego stwarzania. A ciebie jak nie było, tak nie ma. Przestrzeń opustoszała, dotykam gładkich jej ścian, falują. I skóry dotykam, żeby bardziej istnieć w tym świetlistym świecie.

Powierzchnia wody ucichła już po wszystkich sztormach, unosi mnie, miękko. Jestem. Kołyszę się, wiem już, że mogę płynąć sama tam dokąd zechcę. Tylko róża wiatrów wciąż nie rozkwita w ten zimowy czas. Wiatr maluje zmarszczki dookoła. W każdym kierunku ten sam horyzont. Rozglądam się, zamykam oczy, znowu się rozglądam. W ciemności rysuje się droga jak sen. Droga do miejsca, które zna ktoś, kim byłam wtedy, kiedy nie pamiętam. Rytm, kroki po spirali.

Na języku dobra gorycz kawy. Spotykam cynamonowy zapach. Wypijam ostatni łyk i widzę siebie na dnie czarnego kubka. Uśmiecham się. Otwieram oczy.

niedziela, 21 października 2012

nie wchodź do wody


- Nasza relacja jest moja – powiedziała Laura tak, jakby mówiła do nieba albo do wiatru, albo do rogalika księżyca.

Wiedziałam, że to nie jest jakaś tam gra słów. Wiedziałam, o czym mówi. Kiwnęłam głową. Pewnie powinnam była zrobić coś więcej. Nie zrobiłam. Nie ruszając się z miejsca, nadal mieszałam gotującą się kawę. Unosił się zapach kardamonu.

Płakała. Ciszę obejmowała noc. Kawa robiła się coraz czarniejsza.

Wyobraziłam sobie, że dotykam jej dłoni. Skórę miała miękką i chłodną. Kiedy kawa całkiem ostygła, stężała i pokryła dno twardą spękaną skorupą, utarłam ją na proszek i usypałam ciemną ścieżkę w dół, w stronę morza. Zeszłyśmy tą ścieżką na plażę, wiało z północy. Oddychałam w rytmie fal. Uderzały głucho, miarowo. Zlizywałam sól z ust. Tylko z ust.

- Nie wchodź do wody – powiedziała.

I nie weszłam do wody. Oczy zamykały się same, bezpowrotnie.

Na przybrzeżnym piasku poruszająca się woda rysuje nierówną cienką linię, chwilową granicę między tym, co nie jest morzem a tym, co nie jest lądem. Spotykają się tam w wiecznej zmianie, z chwili na chwilę.

środa, 4 stycznia 2012

brzeg

Zamieszkuję bezdomną plażę na zachodnim krańcu wyspy.

To morze jest prawdziwe. Wlewa się do ust w rytm oddechu. Leżę. Ściskam w dłoni szorstki kamień. Woda w wędrówce za księżycem przychodzi i odchodzi.

Teraz oddala się, a słońce rozkłada moje ramiona na słonym piasku. Słyszę, jak wiatr przesypuje ziarna. Pochłania znaki na ziemi - podwójną spiralę, taneczne ślady stóp, lewej i prawej. Już odeszły. Codzienna piaskowa wietrzna tabula rasa.

Budzi mnie noc. Siedzę oparta o przechyloną sosnę. Patrzę w linię, która oddziela wodę od nieba. Na tafli hipnotyczne błyski. Wyłania się migotliwy kształt. To bliski nieznajomy przełamuje fale. Z oddali nawołują go śpiewne głosy syren. Szary obłok wpływa na księżyc. Gaśnie. Cichnie. Przyjdzie świt.

Wszystko się zmienia i nic. Woda ze źródła miesza się z solą. Obroty sfer i rytm serca. Luna nabrzmiewa, dopełnia.

Dalej traci jasność, aż do dna, tego cienkiego przejścia, cieńszego niż nić, niż wszystko.

Zanurzam się coraz głębiej.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

żywioł (Woda)

Brzeg opada stromo. Wygląda jak przepaść, ale w dole jasny piasek i ocean. Cisza. Wysoko na trawiastej półce siedzi nieruchoma postać zwrócona twarzą w stronę wody, oddycha, patrzy. I więcej nie ma już nic. Tak trwa.
Z czasu wyłania się dźwięk, szum. W oddali ruch. To płynie wielkie cielsko wieloryba. Laura wie o tym, zanim jeszcze nadejdzie pierwszy brzask. Słońce wydobywa z ciemności znany już obraz. Nie od razu schodzi skalistą ścieżką. Potrzebuje wynurzyć się z zastygłej wszechogarniającej formy, w której fale przychodzą i odchodzą z taką lekkością, jakby nic nie znaczyły. Wstała. Stopy muskają trawę, wbijają się w kamienie, przesypują piasek, wreszcie spotykają wodę. Zagarnia ją. Ciało doświadcza bycia i dotknięcia. Odrywa stopy. Zanurza się. Długie włosy falują, rybi tułów miękko i rytmicznie przebija się naprzód. Już nie ma wewnątrz i zewnątrz, tam i tu. Jest ocean.
Słychać szum, wzmaga się, coraz bliżej. Rozpoznaje, że to wodospad. Ta myśl przywołuje ukłucie w sercu. Silny strumień bierze i to, i wszystko inne. Od głowy przez serce i brzuch, w dół, z łoskotem. Puść. Potem jeszcze drżenie nóg. Stopy mogą stać. Tak po prostu. Można ani płynąć, ani iść, ani chcieć, ani nie chcieć. Można być.
Laura jest. Jest też zatoka, ocean, jest mrowienie w łydkach. Iść. To jest miejsce, z którego można wyruszyć. Dokądkolwiek się zechce. Dokądkolwiek.